Rocznica, podsumowania czas

15 maja minął rok odkąd gościmy (czy też osiedlamy się) na australijskiej ziemi. Z tej okazji wypadałoby zrobić jakieś podsumowanie, wszak od tego są rocznice. No dobrze, pytanie podstawowe brzmi: czy przyjazd tutaj był strzałem w dziesiątkę? Czasem tak się zdaje, ale czasem dopada tęsknota i zwątpienie pyta: co ty robisz tutaj, na końcu świata, z daleka od bliskich?

No to postanowiłam zebrać dziesiątkę powodów, dla których uważam, że przylecenie tutaj było dobrą decyzją:

1. Sama podróż i możliwość poznania, zobaczenia świata

2. Zobaczenie na własne oczy niesamowitej przyrody Australii

3. Spełnienie marzenia o życiu w drodze (przynajmniej chwilowo)

4. Spotkanie wielu niesamowicie wspaniałych i zakręconych ludzi

5. Nauka angielskiego (hm, hm, no wiem, że TEN angielski, to nie teges, ale jakoś też się liczy)

6. Wylądowanie w ekonomicznie odmiennej rzeczywistości, która pozwala na rozwijanie zainteresowań

7. Przekonanie się, że Polonia, nawet ta głosująca na PiS nie jest taka zła, po prtostu nie powinni mieć prawa głosu, bo już dawno odlecieli od polskiej rzeczywistości.

8. Wyjście poza przypisaną osobowość i związane z tym zwiększenie swobody

9. Nowe doświadczenia

10. I dziesiątka tylko dla Mariusza (przynajmnie na razie): dużo bardziej satysfakcjonująca intelektualnie praca.

Muszę przyznać, że zebranie 10 powodów wcale nie było takie łatwe, bo umysł mam polski i na wierzchu są zawsze jakieś minusy. I żeby nie było to o minusach też powiem:

1. Okropny klimat.

2. Życie w niepewności społecznego kontekstu

3. Jakieś -20 IQ w codziennym funkcjonowaniu, ze względu na rozbieżność między władaniem językiem polskim a angielskim

4. Przynależność do grupy imigrantów i związane z tym wszystkie troski i bolączki (długi proces uznania kwalifikacji, konieczność uczenia się wszystkiego na nowo, brak ubezpoeczenia zdrowotnego połączony z ogromnymi kosztami itp.).

5. Transport miejski

6. Brak kultury rowerowej

7. Rozłąka z rodziną

Na złej siódemce zakończę, bo wolę utrzymywać głębokie przekonanie o tym, że decyzja była słuszna. Z resztą być może nawet gdybym dopisała kolejne trzy powody, to jednak ich ciężar wciąż byłby mniejszy od zysków związanych z pozytywną stroną.

Pewnie dziwicie się puntkowi pierwszemu w minusach? Tak, nie jestem miłośnikiem upałów. Przyssanie się na 3 miesiące do butelki z wodą, żeby nie zejść z powodu odwodnienia to nie jest to, co kochają tygryski. I nie bez powodów upały są w Australii opisywane również jako problem społeczny. Właściwie to jest dokładny odpowiednik naszych mrozów: zostań w domu, przeczekaj. A potem przychodzą chłodne wiatry i też nie jest przyjemnie, a temperatura ciut powyżej 20 stopni to chłody sprowadzające grypę i przeziębienia.

To by było takie podsumowanie. Poza tym dodam, że coraz ciężej coś pisać, bo z dnia na dzień stajemy się coraz bardziej lokalsami i nasze nowe doświadczenia polegają bardziej na budowaniu relacji międzyludzkich niż oglądaniu nowych miejsc.

Facebookgoogle_plus

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.